Czy najgorsze już za nami? Ekonomista stawia jeden warunek

Początek roku był wyjątkowo nerwowy. Decyzja prezydenta Trumpa o ataku na Iran wywołała gwałtowne reakcje rynków i obawy o bezpieczeństwo dostaw ropy. Dziś sytuacja wygląda na nieco spokojniejszą, ale nie można mówić o pełnym uspokojeniu. Ryzyko eskalacji wciąż istnieje, podobnie jak możliwość pojawienia się kolejnych ognisk konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Jeśli jednak i to „jeśli” jest tu kluczowe, nie dojdzie do ponownego zaognienia sytuacji, światowa gospodarka w drugiej połowie roku ma szansę wejść w fazę względnego wyciszenia. Pierwszy impuls inflacyjny, którego tak bardzo się obawiano, okazał się na razie słabszy, niż prognozowano tuż po wybuchu kryzysu. Wszystko będzie zależało od cen ropy. Jeżeli wrócą one w okolice „rozsądnych” poziomów, powiedzmy około 80 dolarów za baryłkę, a nie powyżej 100, wpływ na globalną inflację powinien być ostatecznie ograniczony – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Nie ma co liczyć na powrót do stawek sprzed wybuchu wojny. Zniszczona infrastruktura, konieczność odbudowy zapasów i premia za ryzyko geopolityczne będą utrzymywać ceny wyżej. Jednak poziom 80 dolarów jest dla gospodarki światowej znacznie łatwiejszy do udźwignięcia. W takim scenariuszu szok naftowy przełożyłby się na inflację w sposób umiarkowany i w dużej mierze jednorazowy, a nie permanentny. To oznacza, że nie powinien on istotnie zaburzyć perspektyw wzrostu w skali globalnej. Trzeba jednak podkreślić, że każda z tych prognoz jest obwarowana szeregiem zastrzeżeń.