
- Wojna i blokada Cieśniny Ormuz zakłócają globalne łańcuchy dostaw – przekierowanie statków na trasy wokół Afryki wydłuża czas dostaw surowców i winduje koszty frachtu.
- Cła ochronne, kontyngenty na import oraz wyrównanie kosztów emisji CO₂ między producentami w UE, a importerami spoza UE ograniczają napływ tańszej stali spoza Europy.
- Ograniczenia UE, wojna na Bliskim Wschodzie i perturbacje na światowych rynkach mogą – wg ekspertów – spowodować wzrost ceny stali o około 10 proc.
- Stal ma ogromne znaczenie dla branży budowlanej, w której działa co 7. polska firma MŚP, ale tylko 50,3 proc. firm przeżywa pierwszy rok.
- Ostra konkurencja nie pozwala na marże, które wchłoną duży wzrost kosztów stali. U najmniejszych koszty to 82,1 proc. przychodów – bufor na podwyżki cen materiałów jest praktycznie zerowy.
Decyzja administracji USA o nałożeniu ceł na stal i aluminium wstrząsnęła globalnym rynkiem surowców. Eksport stali z UE do USA zmniejszył się o 30 proc. w drugiej połowie 2025 roku. Choć chwilowo zwiększa to podaż stali w Europie i może wywierać presję cenową w dół, to efekt ten może być krótkotrwały. Rosnące koszty energii i emisji CO₂, ograniczenia importu oraz rosnący popyt w sektorach infrastruktury i zbrojeń mogą w kolejnych miesiącach podnieść ceny stali na rynku europejskim. Rynek wycenia wzrost cen stali o 5–10 proc. Do tego dochodzi zamknięcie Cieśniny Ormuz – strategicznego traktu, co podnosi koszty paliwa i frachtu. Dla polskich firm budowlanych i przemysłowych – już dziś działających na granicy rentowności – to może być za dużo naraz. Część z nich będzie zmuszona renegocjować kontrakty lub realizować projekty ze stratą.
Wzrosty cen stali są już na horyzoncie: benchmark HRC (taśma gorącowalcowana) ma wzrosnąć do około 750 dol. za tonę w 2026 r. (z 650–700 dol., które notowano w połowie 2025 r.), a brytyjski dostawca All Steels szacuje wzrost cen stali w UE o ponad 200 funtów za tonę.
– Rynki surowcowe reagują na sygnały polityczne błyskawicznie, jeszcze zanim realny przepływ stali ulegnie zmianie. Polskie firmy budowlane, korzystające z produktów opartych na stali, powinny już teraz uruchomić tryb zarządzania ryzykiem cenowym. Warto przeanalizować kontrakty, zadbać o szybszy przepływ pieniądza i – jeżeli to możliwe – zakontraktować dostawy stali z wyprzedzeniem. Zwlekanie z decyzją może kosztować znacznie więcej niż działanie prewencyjne – mówi Alicja Małek, ekspert eFaktor, specjalizującego się w finansowaniu MŚP.
Ochrona rynku UE ogranicza import taniej stali, a koszty produkcji w Europie są wysokie
Ochrona rynku UE w postaci ceł ochronnych, kontyngentów importowych oraz mechanizmów takich jak CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism – wyrównanie kosztów emisji CO₂ między producentami w UE a importerami spoza UE) ograniczają napływ tańszej stali spoza Europy. W efekcie nadwyżki stali powstałe po spadku eksportu do USA nie przekładają się automatycznie na trwały spadek cen na rynku europejskim. Jednocześnie europejscy producenci mierzą się z rosnącymi kosztami energii, emisji CO₂ oraz transportu surowców, co podnosi koszt wytworzenia stali. W rezultacie presja kosztowa może z czasem przeważyć nad chwilową nadpodażą i prowadzić do wzrostu cen. Podwyżki są możliwe, a w skrajnych scenariuszach, przy przedłużającej się wojnie w rejonie Zatoki Perskiej – mogą przekroczyć 10 proc.
Cieśnina Ormuz: wąskie gardło, przez które wycieka stabilność
Choć stal nie jest masowo eksportowana z Zatoki Perskiej, blokada Cieśniny Ormuz może silnie, choć pośrednio, wpływać na jej ceny. Przede wszystkim przez ten wąski szlak transportowany jest znaczący udział światowego handlu ropą i LNG. Jego zakłócenie szybko przekłada się na wzrost cen energii. Produkcja stali należy do najbardziej energochłonnych procesów przemysłowych – energia elektryczna, gaz i paliwa stanowią znaczącą część kosztów pracy hut, dlatego droższa energia szybko podnosi koszt wytworzenia stali.
Drugim czynnikiem jest transport i logistyka. Zakłócenia w tak ważnym węźle żeglugi powodują przekierowanie statków na dłuższe trasy. To zwiększa koszty frachtu i wydłuża czas dostawy surowców dla przemysłu. W efekcie rosną koszty operacyjne hut i producentów wyrobów stalowych, nawet jeśli sama stal nie pochodzi z regionu Zatoki Perskiej.
– Dodatkowo cła i ogólnie globalne napięcia w handlu surowcami zwiększają niepewność na rynkach i podnoszą koszty finansowania zapasów oraz transportu. Blokada Cieśniny Ormuz to nie odległy problem geopolityczny. Każdy tydzień opóźnienia w dostawie surowca to czas, w którym firma płaci za towar, którego jeszcze nie może sprzedać, wykorzystać w produkcji czy na inwestycji. To może być poważnym ciosem dla płynności finansowej firm. Wydłużenie dostaw surowców o kilka tygodni oznacza konieczność utrzymywania wyższych zapasów i zamrażanie większego kapitału obrotowego. Od mądrego zarządzania płynnością finansową może dziś zależeć przetrwanie wielu firm – wskazuje Alicja Małek z eFaktor.
Polskie podwórko: branża budowlana pod presją
Na taki rozwój sytuacji z niepokojem patrzą rodzime firmy z branży budowlanej, zwłaszcza te małe i średnie. Według Raportu PARP 2025, budownictwo skupia 15,2 proc. wszystkich polskich firm MŚP – ale tylko niewiele ponad 50 proc. z nich przeżywa pierwszy rok działalności. W 2024 r. zarejestrowano w tej branży 66,5 tys. nowych firm i wyrejestrowano 40,1 tys. To jedna z najwyższych rotacji w całej polskiej gospodarce. Wskaźnik kosztów mikroprzedsiębiorstw wynosi 82,1 proc. przychodów. Każda podwyżka cen stali to bezpośrednie uderzenie w płynność finansową firm, które realnie nie mają bufora na wchłonięcie podwyżek.
Cła, kryzys logistyczny w Zatoce Perskiej i rosnące ceny energii to ciosy, które padają jednocześnie. Dość krótki, 150-dniowy okres globalnych ceł USA niedługo się skończy. Jednak nie oznacza to natychmiastowej poprawy sytuacji. Będzie to moment, w którym rynek sfinalizuje wycenę nowej rzeczywistości.
– Polskie firmy mają teraz dość ograniczone okno na podjęcie działań. Muszą szukać sposobów, które pozwolą im uwalniać gotówkę i budować elastyczność. Przy wydłużonych łańcuchach dostaw i wyższych cenach materiałów różnica między stabilnością a utratą płynności może być niewielka. Firmy, które przygotują się wcześniej, będą miały realne przewagi nad tymi, które tylko obserwują wojnę w zatoce w CNN – mówi Alicja Małek z eFaktor.
Te branże także ucierpią
Budownictwo jest najbardziej narażone na skok cenowy. Stal zbrojeniowa, profile i blachy stanowią 30–50 proc. kosztów konstrukcji stalowej, a wzrost cen oznacza wymierne uszczuplenie marż.
Również motoryzacja zmaga się z podwójną presją: droższym materiałem i osobnymi 25-procentowymi cłami na auta i części samochodowe.
– Podwyżki mogą dotknąć także szeroko pojętą infrastrukturę. Drogi, mosty, linie kolejowe – mogą należeć do kolejnych ofiar podwyżek. Rywalizowanie o kontrakty w przetargach wymusza presję na marże, szczególnie mniejsze firmy nie są w stanie upchnąć dodatkowych kosztów. Tym bardziej że europejski program zbrojeń podgrzewa popyt na stal w tym samym czasie, gdy podaż jest ściskana przez politykę celną – podsumowuje Alicja Małek z eFaktor.
Pod presją znajdą się również producenci maszyn, sprzętu AGD i instalacji OZE, a zapowiadane poszerzenie ceł o miedź rozszerza krąg zagrożeń jeszcze bardziej.
