
- Budownictwo ma już 1,85 mld zł zaległości – szczyt sezonu inwestycyjnego nie gasi jednak zatorów płatniczych w branży.
- Transport dźwiga 1,66 mld zł długu – liczba dłużników się nie zmienia, ale rośnie kwota przypadająca na jedną firmę.
- Przemysł produkuje więcej, a jego zadłużenie sięga 1,35 mld zł – to problem malejącej płynności, nie sprzedaży.
- Sektor rolno-spożywczy zbliża się do 800 mln zł długu – zator w jednym ogniwie łańcucha uderza w kolejne, od pola po sklep.
Lato to dla wielu firm okres wzmożonej aktywności. Budownictwo realizuje najwięcej inwestycji, rolnictwo rozpoczyna żniwa, transport obsługuje więcej zleceń, a przemysł szykuje się do kolejnych cykli produkcyjnych. Logika podpowiada, że więcej zamówień powinno poprawiać kondycję finansową firm. W praktyce nie zawsze tak się dzieje.
Najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że sezonowe ożywienie nie gwarantuje poprawy płynności. W części branż zadłużenie nadal rośnie, mimo większej aktywności gospodarczej. Dlaczego jedne firmy potrafią wykorzystać sezon do odbudowy finansów, a inne wpadają w spiralę zatorów płatniczych?
Budownictwo – więcej inwestycji nie oznacza większej płynności
Budownictwo od lat należy do najbardziej zadłużonych sektorów gospodarki. Według KRD zaległe zobowiązania firm budowlanych sięgają 1,85 mld zł, a z terminowym regulowaniem płatności problem ma ponad 45,6 tys. przedsiębiorstw. Skalę zjawiska dobrze pokazuje krajowy rekordzista zadłużenia – firma budowlana z Małopolski, która zalega innej firmie z tej samej branży niemal 18,5 mln zł. Tegoroczne ożywienie sezonowe nie przyniosło oczekiwanej poprawy, bo w branży, gdzie rozliczenia odbywają się wieloetapowo, opóźnienie jednej płatności szybko przenosi się na kolejnych uczestników inwestycji.
– Większa liczba realizowanych kontraktów nie musi oznaczać lepszej płynności, jeśli firma sama słabo egzekwuje należności od swoich kontrahentów. Jeden nieodzyskany w porę dług potrafi pociągnąć za sobą kolejne, uruchamiając efekt kuli śniegowej w całym łańcuchu podwykonawców. Problem w tym, że wiele firm budowlanych wciąż nie ma wypracowanych procedur ściągania zaległych płatności, choć rynek oferuje dziś konkretne rozwiązania, które mogłyby im w tym pomóc. Zarządzanie należnościami powinno być integralnym elementem prowadzenia inwestycji, a nie działaniem podejmowanym dopiero po przekroczeniu terminu płatności. W szczycie sezonu inwestycyjnego, gdy firmy skupione są na realizacji kontraktów, brakuje im czasu na bieżącą kontrolę płatności przy każdej prowadzonej inwestycji. Dobrze wdrożona w biznesie technologia potrafi przejąć tę rolę – prowadzić monitoring należności i działania windykacyjne w tle, bez konieczności zwiększania zatrudnienia – mówi Michał Kik, ekspert firmy On The Go.
Sprawę pogarsza tzw. przekleństwo najniższej ceny – firmy wygrywają przetargi stawkami ledwo pokrywającymi koszty, więc każde opóźnienie płatności od razu zagraża ich płynności.
W praktyce przewagę zyskują firmy, które monitorują należności równolegle z postępem prac i reagują jeszcze przed pojawieniem się zatorów.
Transport – pełne kalendarze zleceń, coraz większe długi
Także branża transportowa wchodzi w okres zwiększonej aktywności, i w tym wypadku również nie przekłada się to na jej lepszą kondycję finansową. Łączne zadłużenie sektora przekracza 1,66 mld zł. Choć liczba zadłużonych firm pozostaje stabilna, rośnie wartość zobowiązań przypadających na jednego przedsiębiorcę – ciążą na nim głównie koszty leasingu, paliwa i ubezpieczeń, dodatkowo podbite 40-procentową podwyżką stawek e-Toll. Skalę problemu obrazuje ubiegłoroczna liczba 673 postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych w tym sektorze.
– Transport to branża, w której gotówka krąży wolniej niż pojazdy. Koszty paliwa, leasingu czy wynagrodzeń pojawiają się natychmiast, natomiast zapłata za wykonany transport często dopiero po kilkudziesięciu dniach. Im większa liczba realizowanych zleceń, tym większe znaczenie ma bieżąca kontrola należności i automatyzacja procesów monitorowania płatności. W sezonie, gdy każda firma transportowa biegnie operacyjnie – wystawia faktury i od razu realizuje kolejne zlecenia – na ręczne pilnowanie płatności zwyczajnie brakuje czasu – podkreśla Piotr Maciągowski, ekspert On The Go.
To właśnie dlatego firmy, które potrafią szybko identyfikować ryzykownych kontrahentów, znacznie lepiej wykorzystują okres wzmożonego popytu.
Przemysł – produkcja nie zawsze przekłada się na gotówkę
Firmy przemysłowe mają już około 1,35 mld zł zaległych zobowiązań. Mimo niewielkiego spadku liczby zadłużonych podmiotów, wartość ich długów wzrosła rok do roku o około 80 mln zł. Najmocniej problem uderza w producentów elementów metalowych – ich głównym odbiorcą jest budownictwo, a na ich barkach ciąży już jedna piąta całego długu przemysłu. To pokazuje, jak zatory płatnicze przenoszą się między sektorami niczym domino.
– W przemyśle wzrost sprzedaży często oznacza jednocześnie wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Najpierw trzeba sfinansować zakup surowców, energii i produkcję, a dopiero później otrzymuje się zapłatę od odbiorcy. Dlatego skuteczne zarządzanie należnościami zaczyna się od oceny ryzyka kontrahentów i odpowiedniego planowania procesu, a nie od samej windykacji. W praktyce oznacza to, że firmy produkcyjne potrzebują narzędzi, które monitorują należności równolegle z bieżącą produkcją – ocenia Michał Kik.
W efekcie coraz większego znaczenia nabierają rozwiązania pozwalające przewidywać ryzyko płatnicze i różnicować sposób postępowania wobec poszczególnych odbiorców.
Branża rolno-spożywcza – dobry sezon nie kończy problemów z płynnością
Lato to oczywiście najintensywniejszy okres dla rolnictwa i przetwórstwa spożywczego, jednak i tu sezonowość nie gwarantuje poprawy finansów. Łączne zadłużenie sektora wynosi dziś już blisko 800 mln zł, a w ciągu roku wzrosło o ponad 35 mln zł. Największy udział w tym długu ma handel hurtowy i detaliczny – odpowiada za niemal połowę wszystkich zaległości branży. Problemy obejmują cały łańcuch dostaw – od producentów rolnych, przez przetwórców, aż po sklepy.
– W tej branży pieniądz musi wyprzedzić produkt. Każde ogniwo łańcucha dostaw finansuje swoją działalność, zanim otrzyma środki od kolejnego uczestnika rynku. Jeżeli zabraknie bieżącej kontroli należności i szybkiej reakcji na pierwsze opóźnienia, zatory płatnicze bardzo szybko obejmują cały proces – od pola aż do sklepu. Widzimy to również w praktyce, współpracując z klientami z branży rolno-spożywczej – firmy, które wdrożyły u siebie technologię wspierającą zarządzanie należnościami, zdecydowanie sprawniej radzą sobie z sezonowym spiętrzeniem obowiązków – zauważa Piotr Maciągowski.
Dlatego w sektorach opartych na rozbudowanych łańcuchach dostaw kluczowe staje się nie tylko odzyskiwanie należności, ale przede wszystkim zapobieganie ich przeterminowaniu.
O przewadze coraz częściej decyduje sposób zarządzania należnościami
Choć każda z opisanych branż funkcjonuje w innych realiach, wszystkie łączy jedna zależność – sezonowy wzrost aktywności nie gwarantuje poprawy płynności finansowej. O tym, czy dodatkowe zlecenia staną się szansą na rozwój, czy źródłem kolejnych problemów, coraz częściej decyduje sposób zarządzania należnościami.
Monitorowanie ryzyka kontrahentów, szybkie wykrywanie pierwszych oznak opóźnień oraz automatyzacja procesów pozwalają ograniczyć skutki zatorów płatniczych, zanim przerodzą się one w kosztowne postępowania windykacyjne. Dlatego nawet w tej samej branży i przy podobnych warunkach rynkowych, jedne firmy potrafią utrzymać stabilną płynność, podczas gdy inne systematycznie powiększają swoje zadłużenie.
