Trzeba jasno powiedzieć, że wysokie wydatki obronne zawsze są obciążeniem dla gospodarki. To nie są pieniądze przeznaczone ani na konsumpcję, ani na klasyczny rozwój cywilny. Służą jednemu celowi zapewnieniu bezpieczeństwa. Gdybyśmy mogli ich nie ponosić, środki te dałoby się przeznaczyć na inne potrzeby społeczne czy inwestycje. Jednocześnie wydatki na obronność mają jedną ważną, pozytywną cechę. Tworzą silny popyt na zaawansowane technologie. Nowoczesne uzbrojenie to produkty o bardzo wysokim poziomie skomplikowania, które powinny być zamawiane w pierwszej kolejności w polskich firmach. Inną kwestią jest czy nasz przemysł będzie w stanie ten popyt wykorzystać?
– Jeśli tak, wydatki militarne mogą stać się potężnym impulsem do zwiększenia nakładów na badania i rozwój czyli dokładnie tego, czego polskiej gospodarce dziś najbardziej brakuje. Z czasem mogłoby to przełożyć się na stworzenie produktów, które da się eksportować, częściowo kompensując koszt wysokich zbrojeń – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Istnieje jednak drugi scenariusz. Za miliardy złotych kupujemy gotowe technologie za granicą, a krajowi producenci stają się jedynie montownią lub podwykonawcą bez realnego efektu rozwojowego. Wtedy pieniądze „wychodzą” z gospodarki, a my zostajemy głównie z rachunkiem za sprzęt. Nie zmienia to faktu, że z punktu widzenia finansów publicznych wydatki obronne zawsze są ciężarem, który budżet musi udźwignąć. Obronna polityka państwa to w gruncie rzeczy gra z ryzykiem. Gdybyśmy mieli pewność, że żadna wojna nie wybuchnie, sens zbrojeń byłby znikomy. Historia uczy jednak czegoś odwrotnego, jeśli chcemy, by wojna nie wybuchła, musimy być na nią przygotowani na tyle, aby nikomu nie przyszło do głowy nas zaatakować – podkreślił Witold Orłowski.
