Patrząc na własne doświadczenia, dziennikarka zauważa, że realizacja największych marzeń nie jest gwarancją życiowej przemiany. Zdobycie Mount Everestu co prawda było dla niej ważnym i przełomowym doświadczeniem, jednak nie samo osiągnięcie celu okazało się najistotniejsze. Największe znaczenie dla Martyny Wojciechowskiej miała refleksja nad własnym życiem, nad priorytetami i uświadomienie sobie, że trwała zmiana nie wynika z widocznych sukcesów, lecz z wewnętrznej pracy nad sobą.
– Wejście na Mount Everest bez wątpienia zmieniło moje życie, ale nie aż tak bardzo, jak można by przypuszczać. Bo czasem wierzymy, że gdy już dojdziemy do jakiegoś punktu, o którym myślimy, marzymy i go sobie wizualizujemy, to coś to zmieni. Ta zmiana tak naprawdę musi zajść w nas samych. I większość odpowiedzi mamy właśnie w sobie, tylko potrzebujemy pewnego momentu refleksji, żeby to zrozumieć – mówi agencji Newseria Martyna Wojciechowska.
Wyprawa na najwyższy szczyt świata pozwoliła jej spojrzeć na życie z innej perspektywy. Zaczęła bardziej doceniać codzienność, a także doszła do wniosku, że popularność i zaufanie odbiorców mogą się stać narzędziem do niesienia pomocy innym.
– Po Evereście na pewno zaczęłam bardziej doceniać życie. Tam zrozumiałam też, że mogę wykorzystać rozpoznawalność i sympatię widzów w dobrym celu. Tam zrodził się pomysł, żeby działać charytatywnie – mówi.
Podróżniczka znalazła w sobie siłę, by pomagać potrzebującym i dawać wsparcie osobom przechodzącym przez podobne problemy, z jakimi jej przyszło się zmierzyć. Z czasem działalność charytatywna i społeczne inicjatywy stały się ważną częścią jej życia.
– Pewnie gdyby nie doświadczenie wypadku, a potem całej drogi powrotu do sprawności fizycznej i psychicznej, z pewnością nie byłoby dzisiaj ani Fundacji UNAWEZA, ani projektu „Młode Głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym”. Zdrowie psychiczne jest dla mnie ważne nie bez powodu, ponieważ sama mam takie doświadczenia i wiem, jak trudno czasem się podnieść z najtrudniejszego momentu i wstać z kolan – mówi.
Martyna Wojciechowska nie ukrywa, że jest typem ryzykantki i zawsze lubiła podejmować nietuzinkowe przedsięwzięcia, które wymagały od niej sporo odwagi. Zdążyła się jednak przekonać, że zagrożenia kryją się nie tylko w ekstremalnych wyczynach. Życie bowiem dosyć nieprzyjemnie ją zaskoczyło w zupełnie innych momentach.
– Zawsze byłam bardzo aktywną osobą, właściwie od dziecka przysparzałam rodzicom sporych wyzwań. Natomiast najgorsze rzeczy, które mnie spotkały w życiu, nie wydarzyły się w trakcie wspinaczki, rajdów samochodowych czy skoków spadochronowych. Paradoks właśnie polega na tym, że najgorsze doświadczenia mam w codziennym życiu, czyli ciężkie choroby, utrata bliskich ludzi czy wypadek samochodowy. Życie po prostu bywa niebezpieczne – dodaje.
Jak podkreśla, świadomość kruchości życia powinna nas skłaniać do pełniejszego korzystania z każdego dnia, budowania wartościowych relacji i dzielenia się dobrem z innymi.
